Ukryte znaczenie obrazka z drzwiami
“Powstanie+2011” w miejscu, gdzie zwykle pisze się “K+M+B” (tak, wiem, to nie plusy) ma nie tylko wyrażać sprzeciw wobec utrwalonych schematów i – w większości przypadków: bezmyślengo – trzymania się tradycji.
Drzwi symbolizują przejście, zmianę, otwieranie nowego etapu i zamykanie starego. Przed Powstaniem 2011 taki właśnie moment. Tym ważniejszy, że kończy się rok, który akcja ma w nazwie.
Wszyscy, którym idea Powstania 2011 jest bliska, mają dobry powód, żeby zastanowić się nad jego przyszłością i mieć swój udział w odpowiedzi na pytanie “Co dalej z Powstaniem 2011?”
Zanim przedstawię kilka własnych odpowiedzi – krótkie podsumowanie tego, co wydarzyło się do tej pory.
Zaczęło się w 2010 roku od prostej a zaskakującej obserwacji: “Skoro mam rację, dlaczego nie dzieje się to, co powinno?” Skoro jest tyle mocnych argumentów przeciwko twierdzeniom religii i jej sposobom myślenia i życia, dlaczego to ciągle ona i one dominują w Polsce?!
Pragnienie, by zmienić ten stan rzeczy już w kolejnym roku, podsunęło skojarzenie dwóch jedynek z dwiema czwórkami i stąd pomysł, żeby nawiązać do Powstania Warszawskiego. Był to krok wielokrotnie krytykowany, ale myślę, że jego ocena pozostaje sprawą otwartą.
Powstanie 2011 rozpoczęło się od kilku wpisów, których czytelników dałoby się pewnie policzyć na palcach jednej ręki. Ale potem zrobiłem obrazek z Jezusem i podpisem “Pozwólcie dzieciom zdecydować czy przychodzić do mnie”, później “To twój ślub, nie babci – nie musisz go brać w kościele” i nagle okazało się, że łamany (tekstem) język obrazkowy trafia do ludzi szybciej i skuteczniej, a przede wszystkim – do większej ich liczby. W ten sposób Powstanie 2011 zaczęło mówić w specyficznym narzeczu, które w moim – nieobiektywnym, bo autorskim – odczuciu jest mieszanką plakatu propagandowego i rysunku satyrycznego.
Plakaty nawoływały do szczerego podania wyznania lub jego braku w spisie powszechnym, do pozostania w domu, gdy nas ciągną do kościoła, a my nie mamy ochoty iść, do przeznaczenia drobnych na przejrzyście rozliczające się organizacje charytatywne, zamiast na tacę – ogólnie: wcale nie tak dużo antyklerykalizmu, a przede wszystkim: zachęta do nonkonformizmu.
Jeden z rysunków opublikował Courrier International jako ilustrację tekstu Jacka Żakowskiego, kiedy to temat laickości państwa i wolności przestrzeni publicznej od symboliki religijnej stał się jednym z najczęściej poruszanych w mediach. Kiedy toczono walkę o krzyż (i z krzyżem) na Krakowskim Przedmieściu, Powstanie 2011 było bardzo na czasie, ale też NIE pojawiło się na fali “mody na ateizm”, co niektórzy próbują nam zarzucać. Istniało i działało wcześniej.
Doczekaliśmy się 6500 “fanów”, co jest wynikiem o cały rząd wielkości lepszym niż większości antyklerykalnych stron na Facebooku. Właściwie, o ile wiem, wyprzedza nas tylko prawdziwy potentat w tej dziedzinie, działający od kilku lat Racjonalista.pl. Nie to, żebym się z imś ścigał, ale w końcu jest to jakiś wskaźnik atrakcyjności przekazu i fakt, który warto odnotować.
Dla mnie rok 2011 był bardzo ważny również z kilku osobistych powodów. Wygrałem kilka małych rodzinnych batalii. Przyszła na świat moja druga córka i nie została ochrzczona; starsza nie chodzi na religię i nie rozpoczęła przygotowań do Pierwszej Komunii. W spisie powszechnym z radością zadeklarowałem ateizm i odmówiłem odpowiedzi na pytanie o wyznanie dziecka, uważając, że takowego nie może jeszcze mieć i wybierze je w odpowiednim czasie sama (choć teraz oczywiście podziela poglądy swego ojca). Mam nadzieję, że Powstanie 2011 przekonało kilka innych osób do tego, by nie bać się określić – w zgodzie z prawdą – jako ktoś inny niż “katolik”. Być może jest to opcja domyślna, ale – jak mówi jeden z plakatów – dobrze skonfigurowany system działa lepiej i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ustawienia spersonalizować.
Ale wróćmy do pytania, co dalej.
Widzę kilka dróg, którymi może podążyć Powstanie 2011. Będę wdzięczny wszystkim, którzy pomogą mi wybrać spośród nich albo dostrzec jeszcze inne możliwości.
1. Powstanie 2011 zostaje “zamrożone” i z końcem roku zmienia się w internetowe muzeum zdarzeń z lat 2010-2011, a wszyscy zaangażowani wymyślają coś nowego, pod nowym szyldem i działają dalej, ale w nowej formule.
2. Powstanie 2011 wychodzi poza Facebooka i staje się akcją artystyczno-społeczną opartą przede wszystkim na “the best of” z grafik i forum dla osób, które mają ochotę wspierać się nawzajem w “czynie powstańczym”, czyli powstrzymywaniu się od działań, w których sens nie wierzą i zachęcaniu do tego innych.
3. Powstanie 2011 rozszerza pole działania o szeroko rozumiany racjonalizm i pisze, rysuje i dyskutuje o wszystkim, co wiąże się z niereligijnym sposobem życia i myślenia. Nie wyklucza to oczywiście tego, o czym była mowa w punkcie drugim; pytanie tylko czy owo rozszerzenie byłoby dobre.
4. Powstanie 2011 wychodzi nie tylko poza Facebooka, ale i poza Internet. W gronie kilku chętnych, korzystając z grafik, tekstów i komentarzy zgromadzonych na stronie facebookowej, piszemy “Podręcznik debógingu” i próbujemy wydać go w formie książkowej. Dzięki temu docieramy do większej (a przynajmniej innej) grupy docelowej niż dotychczas i zwiększamy siłę oddziaływania idei.
Każda opcja ma swoje plusy i minusy. Zdaję sobie sprawę z tych ostatnich, ale póki co o nich nie wspominam. Ciekaw jestem Waszego zdania. Którą drogę wybrać? Tylko jedną czy jakąś kombinację? A może jeszcze jakąś spoza wyienionych?
Cokolwiek kryje się za tymi drzwiami, miejcie swój wkład w uczynienie tego wyjątkowym i wartościowym! Z góry dziękuję :)
Eldrycz

